Zbigniew Ryndak

Kajdanki dla Polaka


 

W Niemczech zdarzył się powód do wywołania III wojny światowej. W Polsce największe dziennikarki, tlenione blondynki, najwięksi politycy od paru dni rozbierają  na czynniki pierwsze nieszczęście Jana Rokity, którego wyprowadzono w kajdankach z samolotu Lufthansy w München. Były poseł Platformy Obywatelskiej Jan Rokita wraz z żoną Nelly mieli lecieć do Krakowa w klasie ekonomicznej. Ale płaszcze i kapelusze pan Rokita zaniósł do klasy biznes i położył na fotelu. Stewardessa zaprotestowała jednak  Jan Rokita nie chciał się podporządkować regulaminowi. Kapitan kazał mu wyjść z samolotu. Ponieważ nie odniosło to żadnego skutku na pokład wezwano policję. Przyszło dwóch policjantów i usiłowało wyprowadzić  byłego znanego polityka. Nie dali rady. Wezwano jeszcze dwoje policjantów - kobietę i mężczyznę. Jednak Jan Rokita trzymał się kurczowo fotela. Więc skuli go kajdankami i wynieśli z samolotu. Pan Rokita rozpaczliwie krzyczał „ratujcie mnie", ale nikt go nie ratował a znajdujący się w samolocie Polacy, jego ziomale bili brawa.  Państwo Rokitowie spędzili noc na posterunku policji. Mają zapłacić 8 tys. euro kary. Wrócili do Krakowa samolotem LOT-u. 

 

Nie może  być tak, aby małżeństwo Rokitowie lecieli z Monachium do Krakowa  w klasie ekonomicznej a ich ciuchy, płaszcze i kapelusze w Klasie Business.  Fotele są tam pokryte wysokiej jakości skórzanym obiciem w kolorze eleganckiej szarości, granatowa wykładzina podłogowa i zharmonizowana paleta kolorów konsekwentnie powtarzanych w całym wystroju, to tylko kilka detali, dzięki którym kabiny pasażerskie w  samolotach krótkiego i średniego zasięgu uzyskały atrakcyjny i nowoczesny wygląd. Ponadto Lufthansa zapewnia pasażerom dużo miejsca do czytania, pracy i odpoczynku, a także większą prywatność i swobodę ruchów. Na wszystkich rejsach Lufthansy krótkiego i średniego zasięgu, miejsce środkowe w rzędach foteli w Klasie Business pozostaje zawsze wolne, pełniąc funkcję dodatkowej przestrzeni do wykorzystania dla indywidualnych potrzeb pasażerów. W większości samolotów Lufthansa Regional jest do  dyspozycji przez cały czas podróży drugi sąsiadujący fotel w rzędzie i można wybrać sobie miejsce jakie pasażerowi  bardziej odpowiada - przy oknie albo przy przejściu. Lufthansa jest jedyną linią lotniczą w Europie, która oferuje takie wygody. Nie mówiąc o podawaniu biznesmenom lepszych trunków i lepszych posiłków. Może więc umieszczanie cudzych przepoconych płaszczy na wolnym fotelu ubliżało by podróżnym klasy biznes? Do tego stewardessa nie mogła dopuścić. Ten kawałek reklamy Lufthansy nie ma żadnego znaczenia marketingowego, ponieważ każdy kto chce wygodnie lecieć wie o tym doskonale. Ja nigdy czegoś takiego jak Jan Rokita nie zrobiłbym w samolocie.  Ilekroć wsiadałem do samolotu w Moskwie aby lecieć do Machaczkały w  Dagestanie, do Erewania w Armenii czy do  Nowosybirska, nie w głowie mi były awantury z załogą. Zawsze popadałem w zadumę nad własnym życiem i godziłem się z myślą, że może to być moja ostatnia podróż literacka. Myślałem wtedy - Boże, pozwól mi szczęśliwie wylądować na ziemi.

 

Incydent monachijski nie schodzi z dyskusji w naszym kraju. Znalazło się wielu obrońców pokrzywdzonego pasażera. Że nie chodziło o płaszcze i kapelusze, tylko że to był Polak. Że Niemcy są na nas szczególnie uczuleni. Kiedyś Erika Steinbach powiedziała, że Polaków trzeba uczyć kultury bombami. Ja państwa Rokitów nie usprawiedliwiam. Oby tylko na lotniskach w krajach bardziej cywilizowanych od Polski, nie obowiązywał cichy alarm UWAGA-POLAK.  Właśnie, to był POLAK i zachował się po POLSKU, głupio i kretyńsko. Rokita z tą swoją a niemiecką Nelly całkiem zgłupiał. Nie nauczyła go jeszcze porządku, bo za długo była w Rosji. Rokita, zatrudnił się w Dzienniku, gazecie Axela Springera. Z jej łamów POUCZA Polaków. Niemcy dlatego są wielkie i silne, bo ich dewizą jest praca, punktualność, dyscyplina, praworządność. A w Polsce przecięty Polak ma to wszystko w nosie. On jest PANEM. Wciąż stosuje maksymę - „musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce". Rokitowie, rachitycznie niemodni, skompromitowali Polskę. Dojdzie do tego, że znów Polacy będą musieli nosić w klapie naszywkę z literą "P". Nie potrafimy sami siebie szanować, ani szanować kultury i porządku obcych.

 

Drugim hitem medialnym i rzeczywistym jest minister sprawiedliwości Andrzej Czuma.  Kolejny niewypał kadrowy. Ja nie uważam, że Andrzej Czuma jest biednym zaszczutym człowiekiem. Andrzej Czuma sam się zaszczuł w Polsce. Popełnił na samym początku kilka gaf. Minister tej rangi nie powinien publicznie wyzywać od bandytów obcych rządów. Człowiek, którego sądy w USA musiały przymuszać do oddania długów nie powinien być ministrem sprawiedliwości.  Bo na całym świecie sprawiedliwość ma jedno i to samo znaczenie. Andrzej Czuma rozbijał w Stanach Zjednoczonych największą Polonijną patriotyczno-niepodległościową organizację Ruch Społeczno-Polityczny POMOST. Czy tak powinien postępować działacz Solidarności?  Jego syn Krzysztof Czuma już pierwszego dnia wraz z ojcem wkroczył do Ministerstwa Sprawiedliwości, jako asystent, ale nie miał uprawnień asystenta. Syn oświadczył, że nepotyzm to dobra rzecz, bo potrzebni  są ludzie zaufani. Zatrudnił narzeczonego swej siostry na etat rzecznika ministra sprawiedliwości. Ten rzecznik pojawił się obok Andrzeja Czumy na pierwszej konferencji prasowej. Ale zrezygnował, bo dotarło do niego słowo NEPOTYZM. Syn ministra Krzysztof nie wykreślił swego ojca  Andrzeja Czumy z rejestru członków rady nadzorczej  swojej firmy. Jak się chce zarządzać  resortem  sprawiedliwości, to trzeba ją stosować na każdym kroku, najpierw wokół siebie. Wszystkich zaszokowała obietnica Andrzeja  Czumy o powszechnym dostępie do broni palnej. Ja też chciałbym mieć pistolet, a nawet dwa, pistolet i rewolwer, ale przestańmy wariować. Jest tyle ważniejszych  spraw do  załatwienia. A może Andrzej Czuma jest przekonany, że w naszym kraju niczego nie da się załatwić bez strzelaniny? Tak czy inaczej moim zdaniem pan Andrzej Czuma nie powinien być ministrem sprawiedliwości.  Owszem, był kryształowo czystym opozycjonistą, ale to nie znaczy, że udźwignie tekę ministra pełną raczej niesprawiedliwości. 

 

Jak w tym kraju może być dobrze, skoro liczą się nie kwalifikacje a koleżeńsko-partyjne układy. Oto inżynier rolnictwa ma od marca tego roku zostać wiceministrem sprawiedliwości. Ten kandydat nie jest prawnikiem, nigdy nie pracował w wymiarze sprawiedliwości, ale będzie podsekretarzem stanu, bo tak chce kamienna głowa PSL, wicepremier Waldemar Pawlak. Koalicjant PO chce mieć swego człowieka. Dobrze, ale niech to będzie człowiek kompetentny, a nie polityczny skoczek ze stanowiska na stanowisko.

 

Na koniec zacytuję wicemarszałka Sejmu RP Stefana Niesiołowskiego, który powiedział  w niedzielę w TVP: „Od dwudziestu lat słyszę, że policja nie ma na żarówki, na benzynę. Nie przejmuję się tym".  Poseł PO Stefan Niesiołowski zadziałał  jak maszynka do wygłaszania bredni. Z ubolewania godną nonszalancją bagatelizuje rzeczywistość, bo nie tylko  na żarówki i benzynę ale i na wiele innych rzeczy policja naprawdę nie ma pieniędzy...

 

 

Zbigniew Ryndak